53
Moja Pasja - Myślistwo
O swojej pasji jaką jest myślistwo opowiedział mgr inż. Radosław Sierpiński.
Z mgr inż. Radosławem Sierpińskim rozmawiała Aleksandra Kaźmierczak.

Interesuje się Pan malarstwem i myślistwem - to zupełnie odmienne dziedziny, ale która z tych pasji jest Panu bliższa?
Trudno to stwierdzić, na pewno część wolnego czasu poświęcam łowiectwu, a część malowaniu farbami olejnymi. Te dwie rzeczy wciągają mnie najbardziej i kiedy tylko mam czas, jeżdżę do lasu czy na łąki, albo rozkładam farby i maluję w kuchni, to jedyne miejsce w którym mogę to robić. Jeśli chodzi o polowania, od 2004 roku jestem członkiem Polskiego Związku Łowieckiego, a maluję od najmłodszych lat, zawsze lubiłem to robić.

Dlaczego w malarstwie wybiera Pan akurat farby olejne?
Do końca sam nie wiem, próbowałem różnych technik, były i akwarele, i akryle, ale chyba olejne są dla mnie najbardziej plastyczne. Używam bardzo dużo farby, więc moje obrazy są trochę przestrzenne, widać na nich tę farbę. Trzy z moich obrazów wiszą nawet w Rektoracie Uniwersytetu.
jeden z obrazów mgr inż. Radosława Sierpińskiego
fot. prywatne archiwum mgr inż. Radosława Sierpińskiego
Przejdźmy może do myślistwa – to dość drażliwy temat w Polsce. Na czym ono w zasadzie polega, jakie ma zasady?
Powiem tak – jako myśliwi nie mamy dobrej prasy. Z jednej strony pojawia się problem ASF (Afrykański pomór świń – przyp. red.) i pretensje rolników odnośnie tego, że nie angażujemy się zbyt mocno w odstrzał dzików, które tę chorobę roznoszą. Możemy na to patrzeć różnie, ale bardzo często zdarza się, że rolnicy trzymają trzodę dla siebie, nie rejestrując jej i wyrzucając padłą zwierzynę do lasu. Jako myśliwi bardzo często spotykamy się z widokiem padliny domowego inwentarza – sami rolnicy jak widać nie stosują się do restrykcji związanych z zapobieganiem szerzenia się ASF. Nie mam tu na myśli dużych gospodarstw rolnych lub chlewni – tam brak przestrzegania tych zasad jest nie do pomyślenia – ale małe gospodarstwa. W moim obwodzie łowieckim ASF nie było – wszystkie pozyskane dziki w ubiegłych latach i teraz nie były zakażone. Są pewne regiony, gdzie ten ASF występuje i zrobił spustoszenie wśród populacji dzika, jednak u nas było to nieznaczne. Populacja dzika dzięki temu odbudowała się, jest ich sporo i niestety robią szkody. W jakiś sposób musimy współdziałać z rolnikami pomagając chronić uprawy na nocnych dyżurach i prowadzimy odstrzał dzików. Co roku otrzymujemy na podstawie rozporządzenia właściwego Powiatowego Lekarza Weterynarii decyzję o odstrzale sanitarnym, w którym określona jest dodatkowa, nie wynikająca z rocznego planu liczba dzików do pozyskania. Minister Środowiska podpisał rozporządzenie wprowadzające zmiany w Regulaminie Polowań, dopuszczając do używania przy wykonywaniu polowań w nocy na dziki optycznych urządzeń noktowizyjnych i termowizyjnych. Zgoda obowiązuje wyłącznie na obszarach objętych restrykcjami związanymi z obecnością wirusa ASF.
mgr inż. Radosław Sierpiński ze swoim psem na pokazie psów myśliwskich
fot. prywatne archiwum mgr inż. Radosława Sierpińskiego
Co jeszcze wchodzi w osprzęt łowiecki?
Raczej to, co myśliwy ma na polowaniu Przede wszystkim broń – śrutowa na zwierzynę drobną i ptactwo, kulowa na duże zwierzęta. Wykorzystujemy również tłumiki; znowelizowana ustawa o broni i amunicji pozwoliła myśliwym używać broni z tłumikiem podczas odstrzału sanitarnego. Na temat noktowizji, termowizji czy tłumików prowadzone są dyskusje i w naszym środowisku koledzy mają różne poglądy na temat używania tych urządzeń, niemniej według mnie daje nam to większą pewność, skuteczność oceny co przed sobą widzimy, w co mierzymy W trakcie polowań zbiorowych, które osobiście bardzo lubię, musimy posiadać na sobie elementy kolorystycznie wyróżniające się na tle przyrody np. pomarańczowe czapki, kamizelki czy inne widoczne fragmenty czy elementy garderoby. Na indywidualnych polowaniach obowiązkowo na szyi wisi lornetka. A dziś dodatkowo jeszcze telefon komórkowy z aplikacjami, dzięki któremu informujemy gdzie chcemy polować, gdzie jesteśmy wykonując polowanie, jak długo polujemy, co upolowaliśmy, ile oddaliśmy strzałów.

Czym jest plan łowiecki?
Pozyskanie zwierzyny odbywa się na podstawie rocznego planu łowieckiego, który dokładnie określa ile sztuk jakiej zwierzyny łownej możemy pozyskać. Każde koło dzierżawi obwody, w których myśliwi mogą polować i pozyskiwać zwierzynę według zatwierdzonego planu łowieckiego. Wszystko musi być uzgodnione z gminami na terenach których działamy, izbami rolniczymi i zatwierdzone przez nadleśnictwo. Dopiero wtedy można rozpocząć realizację planu. To nie jest tak, że myśliwy idzie do lasu i strzela we wszystko. Każdemu z nas wydawane jest upoważnienie do wykonania polowania indywidualnego lub odstrzału sanitarnego, co jest drukiem ścisłego zarachowania, na którym wypisana jest ilość i rodzaj zwierzyny do pozyskania. Myśliwy wykonuje polowanie zgodnie z okresem polowań określonym rozporządzeniem przez właściwego ministra, każda zwierzyna łowna ma swój okres ochronny. Niestety, jak w każdej organizacji, stowarzyszeniu, zdarzają się czarne owce, których zachowanie powoduje, że nasze środowisko nie cieszy się dobrą opinią i mamy niezbyt przychylną prasę. Mamy do czynienia z zamieszczaniem różnych nagranych telefonem scen z polowań i zachowaniem nieetycznym, czy wręcz niedopuszczalnym przez myśliwych.
mgr inż. Radosław Sierpiński na polanie w trakcie polowania ze swoim psem
fot. prywatne archiwum mgr inż. Radosława Sierpińskiego
Czy to prawda, że pies jest najlepszym przyjacielem myśliwego?
Tak – osobiście mam psa i nie wyobrażam sobie myśliwego bez takiego towarzysza, który wspiera i pomaga. Psy wykonują różne prace – są psy które aportują i używamy ich do podnoszenia strzelonego ptactwa takiego jak kaczki czy bażanty, poszukują zwierza, który zanim zakończył żywot po strzale oddalił się na klikadziesiąt metrów czy kilkaset, postrzałów – czyli zwierzyny, która została postrzelona i trzeba ją znaleźć. Człowiek nie dysponuje takimi zmysłami, które pozwoliłyby samodzielnego przeszukiwać las po śladach farby (krwi, przyp. red.) czy po zapachu. Sam mam gończego polskiego – to suczka, która ma 12 lat i jest już na emeryturze – ale wielokrotnie pomogła mi i moim kolegom w poszukiwaniach. Wszechstronnym psem myśliwskim jest wyżeł – mój syn, który niebawem sam wstąpi w szeregi Polskiego Związku Łowieckeigo ma już własnego psa i szkoli go. Zastanawia mnie, jaki będzie wynik tego szkolenia, sam nie musiałem długo pracować nad ułożeniem swojej Szpuli, która miała cechy użytkowe mocno zaznaczone w genach.

Co najbardziej lubi Pan w myślistwie?
Bardzo lubię siedzieć na ambonie, obserwować co dzieje się wokół – jakie zwierzęta przychodzą, co robią. Myślistwo to nie tylko strzelanie, ale też sygnalistyka, czyli granie na rogu sygnałów podczas polowań zbiorowych, w ostatnim czasie koła zaczynają poświęcać dużo uwagi otoczeniu – aby był pokot, paliło się ognisko, żeby zagrano sygnały myśliwskie, żeby większość naszych kolegów miała mundury, wiele kół posiada także sztandary, odbywają się także pokazy, konkursy psów myśliwskich. Nie chcemy aby łowiectwo było ubogie i suche, ograniczone do polowania i pozyskiwania zwierzyny, ale by przede wszystkim miało też duszę. W ramach naszych działań odwiedzamy również przedszkola czy szkoły, gdzie opowiadamy dzieciom o zwierzętach, ich zwyczajach, zachowaniu, środowisku w jakim żyją. Przy zarządach okręgowych są także kluby kolekcjonerskie, których członkowie zbierają różne przedmioty związane z myślistwem, do tego jest bardzo bogate słownictwo związane z myślistwem. Ostatecznie trzeba podjąć decyzję o pozyskaniu zwierzyny i to nie tylko oddanie do skupu, ale też pozostawienie tuszy na użytek własny. W ramach gospodarki łowieckiej w trakcie ostrych zim dokarmiamy zwierzynę, prowadzimy też introdukcję wpuszczając na tereny obwodów zwierzynę drobną – zające, bażanty, kuropatwy – aby bogactwo zwierzyny było większe i bardziej atrakcyjne. Zające i kuropatwy nie doprowadzają do zbyt dużych szkód, jak na przykład dziki czy łosie. Łosie, mimo że są zwierzyną łowną chronione są na podstawie moratorium obowiązującym od 2001 r. wprowadzającym całoroczny zakaz strzelania do tych zwierząt. Obecnie pojawiają się głosy na temat pozyskiwania tej zwierzyny ze względu na szkody w uprawach leśnych, rolnych i wypadki na drogach. Oczywiście, skutek zderzenia z łosiem często bywa tragiczny dla kierowcy czy pasażerów, gdyż są to ogromne zwierzęta, jednak biorąc statystykę, więcej osób ginie przez pijanych kierowców niż przez łosie. Nie jestem zdania, aby redukować populację zwierzyny z uwagi na wypadki drogowe z ich udziałem czy budowę lub zwiększone szkody w uprawach. Środowisko powinno być bogate i różnorodne gatunkowo. W przypadku upraw rolnych zabezpieczeniem byłoby np. grodzenie tych terenów, jednak kiedy wzrastają koszty zabiegów agrotechnicznych a nawozy są coraz droższe, takie działania mogłyby być zbyt kosztowne dla rolników posiadających duże uprawy. Ponadto dziki to bardzo silne zwierzęta, które potrafią przerwać siatkę grodzącą, gdy chęć zjedzenia czegoś jest bardzo silna.

Jak wygląda pozyskiwanie trofeów?
Trofea myśliwskie podlegają ocenie i kiedy otrzymają odpowiednią ilość punktów przyznawane są medale. Musimy uzyskać uprawnienia selekcjonerskie chcąc polować na samców zwierzyny płowej – sarny, jelenia czy muflona. Osiąga się to poprzez długotrwałą naukę i w końcowym etapie zdaniem egzaminu przed komisją. Mówimy tu o selekcji, więc strzelając do takiej zwierzyny musimy umieć ocenić kondycję osobnika, jego wiek, dokładnie przyjrzeć się jak wyglądają parostki kozła, poroże byka czy ślimy muflona. Zniekształcenia parostków są efektem zmian genetycznych lub chorobowych, więc prowadząc takie działania eliminujemy ze środowiska osobniki, które nie przenoszą w dalszym pokoleniu negatywnych cech, wspomagamy tym samym naturalną selekcję. Trofea z dzika są dla myśliwego wyjątkowe, zdobycie medalowego oręża czyli szabli i fajek dzika jest dużym osiągnięciem myśliwego. Ale trofea z dzika to również szczecina z chybu, czyli długiej szczeciny zwierzęcia w przedniej części ciała. Z kolei u lisów, jenotów czy borsuków trofeum podlegającej ocenia i uzyskaniu medalu stanowi czaszka i jej wielkość. Zarówno pozyskiwanie trofeów jak i zwierzyny nie jest procesem krótkotrwałym, jak chociażby wyjście do sklepu. Wiąże się to z godzinami obserwacji, podchodów czy jazdy samochodem. Czasem zdarza się, że ktoś ma szczęście i po krótkim spacerze znajdzie bardzo ciekawy okaz, a czasem - wiemy gdzie jest ten wymarzony osobnik i chodzimy za nim dziesiątki razy ale ze względu na nagłą zmianę pogody czy naszą nieuwagę, brak koncentracji wracamy „na pusto” ale pełni wrażeń i pozytywnych emocji. Wszystko wymaga czasu, poświęcenia i spokoju.
Wspomniał Pan o lisach. Dużo słyszy się o wściekliźnie wśród tych zwierząt. Jakie działania są wówczas podejmowane?
Co roku zrzucane są szczepionki dla lisów zapobiegające wściekliźnie. Przyznam szczerze, że od wielu lat nie spotkałem się z przypadkami zachorowań wśród tych zwierząt. Owszem, są inne choroby, które spotykają lisy, jednak w rejonie w którym poluje moje koło, nie było przypadków wścieklizny. Na czas zrzutu szczepionek z samolotów, koła myśliwskie dostają informację aby ograniczyć polowania i nie zbierać szczepionek. Zdarza się, że lisy zapuszczają się do miasta, co jest zgłaszane przez mieszkańców, jednak widok zwierzęcia, które jest przykładowo wyłysiałe, oznacza że ma ono choroby skóry. Kilka lat temu przy skrzyżowaniu niedaleko domu handlowego Orfeusz była lisia nora, a liszka wyprowadzała w okolicy młode. Pomimo tablic z informacjami aby nie podchodzić, wielu przechodniów czy rowerzystów przystawało aby zrobić zdjęcie, ponieważ jest to dość niecodzienny widok, kiedy w środku miasta bawią się małe liski.

Jak ocenia Pan swoją przygodę z myślistwem?
Cóż, jedni postrzegają to jako zabijanie, inni jako zabawę, jeszcze inni jako sport – ja tego tak nie oceniam. Cieszę się, że zostałem myśliwym i mogę tak obcować z przyrodą. Dzięki takim zainteresowaniom mam także możliwość poznawać, rozwijać sztukę kulinarną w oparciu o zdrową dziczyznę.
© 2022 Centrum Symulacji Medycznej UM w Lublinie